SOYELLKA - zajrzyj na nasz drugi blog

czwartek, 23 października 2014

Chcę być szczupła, jeszcze nie jestem... ale BĘDĘ!

Marzenie o szczupłej sylwetce może ciągnąć się latami, a nawet dziesiątkami lat.
Szczególnie doskwiera, kiedy w przeszłości miało się choć przez chwilę chociaż ułamek zgrabnego ciała. Potem gdzieś się ten ułamek zagubił, zaginął i, nie bójmy się tego powiedzieć, zarósł tłuszczykiem!
Nie będę tutaj pisała oczywistych oczywistości, że z upływem lat zmienia się metabolizm, tryb życia, itp. Że coraz więcej jest produktów przetworzonych, gotowych do spożycia i nafaszerowanych chemią widzialną i niewidzialną...
Wiemy to wszyscy, ale to przecież żadna wymówka. Przynajmniej nie powinna być dla nas jakimkolwiek tłumaczeniem. Wręcz przeciwnie, tym bardziej powinno nam to dać do myślenia, i tym mocniej zdopingować do dbania o siebie nim okaże się, że NAPRAWDĘ się zapuściłyśmy.
Zaczęłam więc konkretnie ćwiczyć, czyli siłownia 2 razy w tygodniu. No przecież to mało! - zaraz mi powiecie, ale jak na początek to i tak jest konkretnie! Z wielką ufnością oddawałam swoje ciało maszynom, aby cuda z niego zrobiły. Rzeczywiście robiły. Moja nieprzyjaciółka waga domowa jednak wciąż pokazywała mi, że: "nie chudniemy koleżanko, nie chudniemy". Część tłuszczu udawało zamienić się w mięśnie, więc bilans kilogramów nie był tak straszny, bo tłumaczyłam sobie, że to mięśnie ważą, a nie ja ;)
Przekonałam się jednak, że ćwiczenia to tylko część planu, który trzeba przedsięwziąć, aby być zadowoloną z siebie i ze swojej sylwetki.
Bo bez zmiany przyzwyczajeń żywieniowych i w ogóle trybu życia (tak już na stałe!) nie będzie cudu. Wróć - cud będzie - ale chwilowy i z gwarancją, że zniknie o wiele szybciej, niż się dokonał.
Dlatego zapisałam się do Studio Figura, mam ustalone, co i, przede wszystkim, jak jeść, a czego zdecydowanie unikać. Do tego trochę ćwiczę, trochę ujędrniam ciało i z wielką systematycznością i wytrwałością gubię niepożądane centymetry.
Co najważniejsze - zamierzam to robić dalej.

Motywacja?  
To, że lepiej wyglądam, a co najważniejsze lepiej się czuję i chce mi się o wiele więcej. To taka maszyna samonapędzająca się - im większe efekty, tym większa motywacja.

Jak osiągnę upragniony efekt to chcę go utrzymać, więc nie porzucę ćwiczeń ani zdrowego jedzenia.
Póki co nie wyrzucam jeszcze z szafy rajstop modelujących ani bielizny korygującej. Nie zawsze jeszcze daję radę wciągnąć brzuszek, albo odpowiednio napiąć pośladki, by w dopasowanej sukience wyglądać perfekcyjnie.
Poza tym zdecydowanie korzystam i nie zamierzam przestać z dobrodziejstw rajstop i legginsów zwalczających cellulit. Moje ulubione to Bye Cellulite od Gatty w wersji grubej i dosyć kryjącej (50 den) - bo są trwałe i chyba pomagają. Mam taką nadzieję, bo również smarowidła i masaże na Roll-Shaper stosuję, więc nie wiem, jak sobie radzą same rajstopy bez dodatkowych "pomagaczy". W każdym razie moja skóra wygląda z każdym tygodniem korzystniej.
Nie tylko skóra, ale i głowa, a dokładniej to, co mam w głowie. Nastawienie na TAK.
Czego Wam jak najserdeczniej życzę (i sobie samej też!).







1 komentarz: